Posted by on paź 2, 2012

Rozmowa z Magdaleną Talik–kulturaonline.pl

Pani książka o carycy Katarzynie Wielkiej ukazała się w Kanadzie i krajach anglojęzycznych pod tytułem „Pałac zimowy”, lepszym niż polski- „Katarzyna Wielka. Gra o władzę”. Pałac jest miejscem, który gromadzi wszystkich bohaterów powieści i staje się areną walki o władzę. Dlaczego w polskim tłumaczeniu jest inny tytuł?

Tytuły są zawsze trudne. Pisząc powieść myślałam o niej „Moja Katarzyna”, bo to przecież historia carycy Katarzyny widziana oczyma jej przyjaciółki, konfidentki, szpiega. Dałam się przekonać kanadyjskiemu wydawcy, że mój tytuł roboczy będzie zrozumiały jedynie dla kogoś, kto już książkę zacznie czytać. Że „Pałac zimowy”, będzie dużo lepszy, choćby dlatego że będzie kojarzył się z Rosją, i że będzie sugerował iż pałacowe życie jest w powieści ważnym motywem. Znak, mój polski wydawca, miał inne odczucia. Redakcja obawiała się że „Pałac zimowy” kojarzy się w Polsce przede wszystkim z rewolucją październikową. A nam chodziło o przywołanie postaci Katarzyny Wielkiej, jej gry o władzę i o życie. Stąd zmiana.

Widziałam zagraniczne recenzje Pani książki, wszystkie w zasadzie bardzo pochlebne. No i przede wszystkim udało się Pani odnieść sukces na najważniejszym rynku-anglojęzycznych czytelników. Wydawcy zawsze o niego walczą.

Miałam szczęście, że książkę kupiły najpierw Kanada, potem Stany Zjednoczone i wreszcie Anglia. W Kanadzie „Pałac zimowy” był na liście bestsellerów przez wiele miesięcy. Mnie najbardziej cieszą dobre recenzje a tych miałam sporo. I spotkania z czytelnikami.

O co pytają?

O Katarzynę. Co mnie zainspirowało do napisania powieści. Dlaczego bohaterką uczyniłam Barbarę—pałacowego szpiega. Skąd brałam materiały do powieści. Czy piszę zgodnie z historycznymi przekazami, czy też dużo wymyślam. Odpowiadam, że Katarzyna kusiła mnie od dłuższego czasu. Że dla mnie, urodzonej i wychowanej w Polsce, była wyzwaniem, bo nie zapisała się w polskiej historii najlepiej. Że zawsze, zanim zacznę pisać, studiuję wiele historycznych źródeł. Że staram się nie zmieniać historycznych faktów, ale pozwalam sobie na ich interpretacje. Że pałacowy szpieg to najlepszy narrator bo widzi i słyszy o wiele więcej niż inni.
Anglojęzyczni czytelnicy pytają też o historię Polski i Rosji, o powiązania polityczne i kulturowe, które wydają się bardzo trudne do zrozumienia. Te przesuwające się granice, problemy z suwerennością…

Dlaczego caryca Katarzyna w ogóle Pani zaintrygowała?

Bo jest emigrantką, która musi znaleźć dla siebie miejsce w nowym dla niej świecie. Bo jest kobietą silną, ambitną, która odnosi sukces w świecie rządzonym przez mężczyzn. Kobietą, jakbyśmy teraz powiedzieli, „wyzwoloną”, śmiało sięgającą po nagrody tradycyjnie rezerwowane dla mężczyzn. Jak inaczej nazwać ubiegających się o jej względy dwudziestolatków, których rodziny głośno marzyły o łasce, by młodzieniec spodobał się starzejącej się monarchini?
Myślę, że zawsze była dla mnie ważną postacią. Nawet w dzieciństwie, kiedy słyszałam o niej same najgorsze rzeczy. A w Kanadzie, kiedy już wiedziałam, że moją najważniejszą inspiracją jest przepisywanie historii z polskiego punktu widzenia na bardziej uniwersalny, była wymarzonym tematem.

Oprócz carycy Katarzyny mamy wiele innych postaci kobiecych-służąca Barbara, caryca Elżbieta. Nad którą z nich pracowało się Pani najlepiej?

Każda z nich czymś mnie ujęła, ale chyba jedynie caryca Elżbieta nie sprawiła nigdy najmniejszych problemów. Nie mogła być łatwą osobą w życiowych kontaktach, ale na kartach powieści nigdy nie rozczarowywała. Może dlatego, że była pełna sprzeczności. Zabobonna i religijna. Lekkomyślna i przewidująca. Próżna ale i też szczerze dbająca o dobro tych którzy ją czymś ujęli. Potrafiła kochać i nienawidzić.
No i te opowieści o jej kotach, tysiącach sukien, umiłowaniu wiśniówki…
Jak długo trwało kompletowanie materiału dowodowego, czyli bibliografii zanim zasiadła Pani do pisania? To historyczna powieść, a wówczas potrzebna jest lektura setek dokumentów, biografii i albumów.

Dwa lata samego studiowania źródeł, czytania pamiętników, biografii. Przeglądania albumów, szukania głosów z przeszłości, które by mnie zainspirowały. Potem wycieczka do Petersburga śladami Katarzyny. Zwiedzałam jej pałace, oglądałam jej obrazy, suknie, powozy, klejnoty. W muzeach szukałam obrazów ze scenami ulicznymi z czasów jej panowania. Takie poczucie fizycznego miejsca akcji jest mi niezbędne do tworzenia powieściowych scen.
Czytałam książki, które ona czytała. Czytałam jej listy w których przyznawała się do tego, że ma szpiegów w sypialni carycy Elżbiety, wspomnienia podróżników, dam i kawalerów jej dworu. A potem odłożyłam to wszystko i pozwoliłam działać wyobraźni. Aż zobaczyłam moją Katarzynę, moją Barbarę, mój Pałac Zimowy. I do takiego Pałacu Zimowego zapraszam czytelników.

 

Kulturaonline.pl