Posted by on Paź 30, 2012

Katarzyna Kaczorowska rozmawia z Ewą Stachniak

Odpowiada za rozbiory. Uwiodła nam króla. Ma w Polsce opinię erotomanki, satrapy w spódnicy, okrutnicy. Pruska księżniczka i jeden z największych władców Europy. Dlaczego napisała Pani powieść o Katarzynie II?
– Najprościej mówiąc -zawsze istniała w mojej świadomości. W moim pierwszym opowiadaniu z 1994 roku opisuję jej portret, który wisi w warszawskich Łazienkach nad biurkiem Stanisława Poniatowskiego. W mojej powieści – „Ogród Afrodyty” – o Zofii Potockiej, też pojawia się Katarzyna, która z piękną Bitynką dzieliła dwóch kochanków: Poniatowskiego i Potiomkina. Te nitki przeplatają się od dawna, a ja muszę wiedzieć jak najwięcej o postaciach, które pojawiają się w moich książkach. Dlatego przeczytałam wspomnienia i Stanisława, i Katarzyny. Urzekły mnie zwłaszcza memuary carycy.

Dlaczego?
– Bo jeśli ktoś widział ją jako władczynię, kobietę złą, okrutną, kierującą się w życiu wyrachowaniem, hipokrytkę…

Dodałabym jeszcze – kobietę zepsutą i niemoralną. – Bardzo dużo tych negatywnych cech. A ja przeczytałam tekst napisany przez kobietę bardzo mądrą i bardzo interesującą, swoje wspomnienia kończącą przed zamachem pałacowym, który wyniósł ją do władzy. Zobaczyłam naprawdę intrygującą postać. Poznałam 14-letnią dziewczynkę przyjeżdżającą z Prus do dalekiej Rosji, nieznającą ani słowa po rosyjsku, emigrantkę, protestantkę, która musi zmienić wiarę i podjąć polityczną grę.

A więc raczej gracz niż hipokrytka?– Powiem tak: kiedy zaczyna się myśleć o Katarzynie jako o polityku, okazuje się, że to co nazywamy hipokryzją, okrucieństwem, w gruncie rzeczy jest przyczyną i skutkiem politycznych decyzji. Co więcej, na tle innych władców wygląda nie najgorzej. Henryk VIII Tudor zapisał się w historii jako wybitny król, ale jak chciał zmienić żonę na nową, to jej poprzedniczkę zwykle wysyłał na szafot. Katarzyna swoim kochankom głów nie obcinała, za to zabezpieczała przyszłość nie tylko im, ale i ich rodzinom. Kiedy jeden z nich, Mamonov, zdradził ją z jej najlepszą przyjaciółką, to kupiła im pałac w Moskwie i powiedziała „nie pokazujcie mi się więcej na oczy”, i to był koniec jej zemsty.

„Hej Katarzyno, koronę carów, sen taki jak ten, może ci głowę ściąć. Kochanka trzeba ci takiego jak imperium…” – na pewno zna Pani tę piosenkę Jacka Kaczmarskiego.
– Oczywiście, ale my po prostu na Katarzynę patrzymy z pozycji kraju, który stracił przez jej mocarstwo swoją państwowość. Podobnie patrzą na nią Turcy i Tatarzy krymscy. Historia pisana z pozycji podbitego jest inna, niż ta, którą piszą zwycięzcy. Ale jeśli spojrzymy na nią jak na głównego menedżera korporacji zwanej carską Rosją, to Katarzyna była świetnym szefem.

A ja myślałam, że pojętną czytelniczką „Księcia” Machiavellego.
– Tak. Ale cały czas będąc lojalną wobec Rosji. Prusy miały o to do niej wielkie pretensje, bo liczyły na to, że nowa caryca będzie prowadziła politykę propruską. Cóż, Fryderyk bardzo się rozczarował.

Całość wywiadu w Gazecie Wrocławskiej.