Posted by on Cze 3, 2013

Eliza Szybowicz w Gazecie Wyborczej (3.06.2013) pisze:
Polka mieszkająca w Kanadzie opowiada światu o kobietach mających zepsutą reputację. Caryca Katarzyna nie była potworem ze sprośnego dowcipu, a żona targowiczanina Zofia Potocka – bezwzględną manipulatorką
Ewa Stachniak „Ogród Afrodyty”. Przeł. Bożenna Stokłosa, Znak, Kraków; Ewa Stachniak „Katarzyna Wielka. Gra o władzę”. Przeł. Ewa Rajewska, Znak, Kraków 
Imię Katarzyny Wielkiej łączy się z czarną legendą o rozpuście i okrucieństwie. Protekcjonalnie traktujemy Zofię Potocką, żonę targowiczanina Stanisława Szczęsnego Potockiego, stambulską kurtyzanę, która została polską magnatką.Delfinę Potocką i Elizę Branicką znamy jako „kobiety Krasińskiego”. Kochanka i żona istnieją w naszej wyobraźni tylko ze względu na poetę i wypadają w tym trójkącie śmiesznie. Ewa Stachniak te karykatury zastępuje pełnowymiarowymi portretami.

Oczami przybyszki

Stachniak od 1981 r. mieszka w Kanadzie. Pisze po angielsku pasjonujące powieści historyczne. Popularne, romansowe, ale oparte na solidnym przygotowaniu. W posłowiu do „Ogrodu Afrodyty” zastrzega, że pisała dla odbiorcy, którego wiedza o polskiej historii jest fragmentaryczna.

Polskiemu czytelnikowi obiecuje spojrzenie na naszą historię oczami przybysza. Ale autorka jest zbyt skromna. W Polsce jej książki mogą zaskoczyć niezwykłą perspektywą. Właściwie nie tyle przybysza, ile przybyszki – kobiety, której obcy jest zarówno patriotyczny, jak i męski punkt widzenia.

Bohaterki Stachniak, nawet jeśli są Polkami, dbają przede wszystkim o swój własny interes, nie troszcząc się o losy ojczyzny. A mówimy o zaborach. W wydanym w Polsce w 2009 r. „Dysonansie” Delfina Potocka, utalentowana śpiewaczka, kochanka Zygmunta Krasińskiego, słabo mówi po polsku, mieszka we Francji i przeżywa dramat niedostatecznie wyemancypowanej lwicy salonowej. Jej rywalka, Eliza Branicka, żona poety, co prawda popada w romantyczną dewocję obejmującą Boga, Polskę i męża wieszcza, ale jest to skutkiem wychowawczej tresury i po wielu upokorzeniach jej przechodzi. W „Katarzynie Wielkiej” polska służąca zostaje zauszniczką przyszłej carycy i wraz z nią prowadzi niebezpieczną dworską grę o tron. Zofia Potocka zaś („Ogród Afrodyty”) jest turecką Greczynką, genialną parweniuszką, dla której wymazywana z mapy PolskaRosja i Europa są jednym wielkim terenem łowów na majątek, arystokratyczne tytuły i stabilną pozycję społeczną.

Karierowiczki i faceci

Akcja tych trzech powieści osnuta została na wydarzeniach z drugiej połowy XVIII i pierwszej połowy XIX w. Nie przypadkiem. To epoka sentymentalizmu i romantyzmu, z którymi wiązała się fala prefeministycznego wyzwolenia kobiet. Względnego i warunkowego. Osiągalnego dla nielicznych dam, które za sprawą wyjątkowego splotu pieniędzy, stosunków, urody, inteligencji, talentu i ambicji były w stanie wybić się na niejaką niezależność.

Bohaterki Stachniak są karierowiczkami w męskim świecie. To biegłe psycholożki, mistrzynie konwersacji. Od pierwszej chwili wiedzą wszystko o rozmówcy, same pozostając nieprzeniknione. Grają o awans społeczny, uznanie, status, który gwarantowałby bezpieczeństwo im oraz ich dzieciom. Żeby przejąć kontrolę nad życiem, muszą uzyskać władzę nad wysoko postawionym mężczyzną, nawet jeśli ten mężczyzna nie dorównuje im umiejętnościami. Zofia Potocka pnie się w górę, romansując i poślubiając, kogo trzeba, a następnie pociąga za sobą opieszałych partnerów. Księżna Katarzyna jest mądrą i zręczną polityczką, ale gdyby nie zdobyła poparcia pałacowych pułków, Rosją rządziłby jej mąż Piotr III – agresywny półgłówek.

Mężczyźni są głupsi, zbyt pewni siebie, nie wiedzą, jak się starać. Albo nie muszą. Nawet Zygmunt Krasiński jest u Stachniak niezbyt inteligentnym bufonem, który ciągle gada o żydowskim zagrożeniu. Wygłasza pompatyczne frazesy o idealnej miłości, nazywa małżeństwo zniewoleniem ducha, ale żyje za pieniądze ojca i pod jego naciskiem żeni się z milionami Branickich. Każde zachowanie żony i kochanki, które wykracza poza jego wyobrażenia na temat kobiet, zbija go z pantałyku.

Bez sentymentów

Bohaterki już jako nastolatki rozumieją swoje marne położenie, przenikają mechanizmy władzy i rozpoczynają realizację sprytnego planu. Ich matki marzą o lepszym życiu dla córek, więc zabiegają o ich dobre zamążpójście, co często nie różni się od stręczycielstwa, tyle że motywowane jest szczerą troską.

W tym świecie niewiele jest miejsca na sentymenty. Bywają namiętnie zakochane, ale zawsze w mężczyznach, którzy mogą im dać coś konkretnego. Choćby tylko pamięć potomnych – jak Krasiński Delfinie. Miłość wygasa wraz z nadzieją na dalsze zyski. Jeśli coś trwa, to seksualna przyjemność. Zofia Potocka, jeszcze umierając na raka, napawa się widokiem przystojnego młodzieńca.

Czasy są gwałtowne. Stachniak uwzględnia krwawe wydarzenia historyczne: rzeź humańską, rewolucję francuską, rozbiory Polski, insurekcję kościuszkowską z wieszaniem zdrajców, wojny napoleońskie, rabację galicyjską. Na tym tle jej bohaterki przekraczają sztywne podziały klasowe i role przypisywane kobietom. Ryzykują, radzą sobie i ponoszą koszty.

Ostatnia maskarada

Delfina Potocka jest na salonach podziwiana jako śpiewaczka i potępiana jako Don Juan w spódnicy. Za dwuznaczny status płaci migrenami kojonymi laudanum. Pozostaje w wiecznej żałobie po córce, która jest właściwie żałobą po bardziej stanowczej, śmiałej i radosnej wersji siebie.

Kultura sprzyja autoagresji kobiet. Jej symbolem w „Dysonansie” jest epizodyczna postać Idy Szymanowskiej, która za sugestią Matki Boskiej chce cierpieć dla Polski, więc gryzie własne dłonie, a kiedy rodzina zakłada jej kaganiec, odmawia jedzenia i umiera.

Zofia Potocka robi europejską karierę, manipulując mężczyznami. Gra niewinną i uległą, potrzebującą opieki, niezbyt bystrą. Mówi to, co mężczyźni chcą usłyszeć. W drodze ze Stambułu do Polski wymyśla nową siebie. Wykorzystuje poprzedzające ją plotki o egzotycznej piękności, uciekinierce z haremu sułtana. Wstyd to luksus, na który jej nie stać, ale ciąży jej doprowadzona do perfekcji sztuka kamuflażu. „Czy wiesz, co znaczy zawsze jeść cudzymi ustami? Poruszać się zgodnie z cudzą wolą? Mówić cudzym językiem? Czuć cudzym sercem?”. Jej zwłoki w ostatniej maskaradzie wracają na Ukrainę ucharakteryzowane na żywą hrabinę.

Carycę Katarzynę ze wszystkimi jej wadami i zaletami ukształtowały intrygi i despotyzm petersburskiego dworu, na który przybyła jako 14-letnia narzeczona wielkiego księcia. Bezustannie szpiegowana i zredukowana do funkcji rozrodczych, latami uczy się, jak wziąć rewanż za krzywdy i upokorzenia. Ten cel jest nadrzędny wobec przyjaźni i miłości, których Katarzyna wyrzeka się bez większych oporów, jeśli wymaga tego jej plan zdobycia władzy. Triumfuje, bo tak długo zachowywała pozory twardości, że stała się bezwzględna.

Księżna i jej służka. W męskim przebraniu

W patriarchalnym świecie bohaterek Stachniak jest jedna rzecz dość rzadka, ale niezmiernie satysfakcjonująca. To przyjaźń między kobietami. Między Delfiną i Elizą bardzo jej brakuje. Zamiast niej łączy je niezdefiniowana relacja wymuszona przez Krasińskiego, który wymyślił sobie niekonwencjonalną koegzystencję żony i kochanki. Mieszkają po sąsiedzku, spędzają razem dużo czasu, ale nie przełamują wzajemnej urazy i irytacji.

Ale już w „Ogrodzie Afrodyty” Zofia Potocka i jej przyjaciółka Diane de Polignac w przebraniu służących idą w Paryż, tańczą w tawernie, zwodzą mężczyzn, a potem uciekają rozochoconym zalotnikom. To scena ekstatycznego wyzwolenia. W „Katarzynie Wielkiej” księżna i jej służka w męskim przebraniu wymykają się z pałacu, by się bawić w atmosferze demokratycznej swobody. Nic dziwnego, że największą winą carycy nie jest zamordowanie męża, ale zdrada oddanej przyjaciółki.

Ewa Stachniak podobno pisze drugą część powieści o rosyjskiej imperatorowej. Czy Katarzyna odzyska zaufanie Barbary? Czy znów zaznają chociaż chwili wolności, równości i siostrzeństwa? Czekamy z niecierpliwością.

Cały tekst: GAZETA WYBORCZA