Posted by on Cze 28, 2013

Z wywiadu dla portalu Onet.pl:

– Zofia zawsze szukała partnerów, zmieniając ich według potrzeby. Zawsze ich potrzebowała, nie tylko dlatego, że zapewniali jej finansową i towarzyską niezależność, ale dlatego, że łaknęła ich uwagi, podziwu. Byli lustrem, w którym potwierdzała swoją siłę, a siła uwodzenia zapewniała jej poczucie bezpieczeństwa – mówi w rozmowie z Onetem Ewa Stachniak, autorka beletryzowanej biografii hrabiny Zofii Potockiej, piękności, która uwodziła najpotężniejszych swojej epoki.


Maria Tengowska, Onet: Jak to możliwe, że Greczynka, stambulska kurtyzana i córka greckiego handlarza bydła okazała się być jedną z najbarwniejszych postaci polskiej historii?

Ewa Stachniak*: Osiemnastowieczna historia Europy jest pełna podobnych, niemożliwych na pozór przypadków. Brytyjka Harriette Wilson z córki sklepikarza przeistoczyła się w kochankę książąt, a jej młodsza siostra – po kilku romansach – wyszła za maż za brytyjskiego arystokratę. Zofia miała wiele wzorów do naśladowania. Cudzoziemce o egzotycznej urodzie łatwiej było przebić się przez klasowe bariery. Polska historia XVIII w. zmuszała do ciągłych przeistoczeń: zmieniały się granice, przynależności narodowe, lojalności. Ten historyczny wir stwarzał możliwości, które osoby takie jak Zofia mogły wykorzystać, dzięki intuicji, urodzie, sztuce kamuflażu.

Droga, jaką przebyła do Polski, a raczej do serc polskich arystokratów, była naprawdę daleka, jednak trudno chyba znaleźć kobietę, która Polsce przełomu XVII i XVIII w. zrobiłaby większą karierę. Uroda niewątpliwie jej pomogła, nie bez powodu okrzyknięto ją najpiękniejszą kobietą Europy, nazywano Afrodytą.

Uroda pomaga, ale nie zapewnia sukcesu. Zofia była inteligentna, pełna życia, ciekawa świata i ludzi. Przyciągała uwagę, nie tylko mężczyzn. Pamiętnikarze tego okresu piszą, że gdy zjawiała się w salonach warszawskich, goście stawali na stoły stołach, by się jej przyjrzeć, bo zawsze otaczał ją tłum wielbicieli i wielbicielek. Była osiemnastowieczną celebrytką w pełnym tego słowa znaczeniu.

Mężczyźni, o których względy zabiegała chcąc zyskać niezależność, przyłożyli – może czasami niechcący – rękę także do jej cierpienia. Jednak z pewnością bez nich życie Zofii potoczyłoby się zupełnie inaczej, stałaby się inną kobietą.

Zofia zawsze szukała partnerów, zmieniając ich według potrzeby. Zawsze ich potrzebowała, nie tylko dlatego, że zapewniali jej finansową i towarzyską niezależność, ale dlatego, że potrzebowała łaknęła ich uwagi, podziwu. Byli lustrem, w którym potwierdzała swoją siłę, a siła uwodzenia zapewniała jej poczucie bezpieczeństwa. Nie wyobrażam sobie jednak, by kiedykolwiek przestała walczyć o własną niezależność.

„Dlaczego tylko mężczyźni mają prawo do przyjemności?” – to pytanie, które Zofia Potocka zdawała się zadawać przez całe życie. Niejednokrotnie zarzucano jej rozpustę, zepsucie, zamiłowanie do luksusu, umiejętność manipulowania innymi, perfidię i ogromną ambicję. Pani jednak opiera się w swojej książce tym utrwalonym negatywnym opiniom, pokazuje złożoność jej osobowości, znaczenie historycznego tła.

Nie ignoruję zarzutów, które jej stawiano, ale zdecydowanie opieram się jednoznacznym i zbyt uproszczonym ocenom. Nie pomagają w zrozumieniu złożoności ludzkich zachowań. W moich powieściach historycznych staram się oddać uwarunkowania epoki, w której żyją moje postacie, tak ograniczenia jak i możliwości. To one wyznaczają ramy i sukcesów, porażek. Ostateczną ocenę moich bohaterek zostawiam czytelnikom.

Zofia podróżowała po całej Europie, stała się ulubienicą i największą ozdobą salonów. To właśnie podczas wojaży nawiązała wiele ciekawych, intratnych znajomości, poznała wpływowych kochanków.

Każda taka podróż wyznaczała nowe horyzonty, nowe, nowe wartości, nowe marzenia. W Stambule Karol Boscamp wydawał się wielkim panem, a Zofia wówczas marzyła o przeniesieniu się do modnej dzielnicy Fanar. Kamieniec był lepszy niż Fanar, ale przyszła hrabina Potocka szybko zorientowała się, że może mierzyć wyżej. W Warszawie kamienieckie marzenia zaczęły więdnąć, a sama Warszawa zmalała widziana z perspektywy Paryża czy Wiednia. Z każdą podróżą, z nowym podbojem, dawne marzenia bladły i rodziły się nowe. Fascynujące jest to, jak łatwo Zofia była gotowa na każdą z tych zmian. I jak szybko w każdym nowym wcieleniu odnosiła sukces.

Dzieci, chyba szczególnie córki, były dla niej bardzo ważne, chciała zapewnić im jak najlepszą przyszłość. „Postarałam się, żebyście nie dały się nabrać miłości”, mówi w Pani książce Zofia. Nie chciała, żeby musiały kogokolwiek zadowalać, ulegać konwenansom?

Głęboka miłość do dzieci była cechą podkreślaną przez wielu pamiętnikarzy komentujących postać pięknej Bitynki – nawet gdy byli jej niechętni. Córki zawsze pisały o niej z wielką czułością – a ich późniejsze życie świadczy o tym, że wychowała je w poczuciu własnej ważności i niezależności. Pisząc „Ogród Afrodyty” wykorzystałam te fakty.

Wieloletnia choroba położyła się cieniem na ostatnich latach jej życia, wiele pisze Pani o jej heroicznej walce z nowotworem, sporach z lekarzami.

Tu pozwoliłam sobie na spekulacje – choć oparte na studiach dziewiętnastowiecznej medycyny. Fragmenty opisów z listów Zofii nakreśliły ramę narracyjną ostatnich tygodni jej życia – resztę wypełniłam wyobraźnią. Epoka napoleońska była niezmiernie ważna dla rozwoju francuskiej medycyny. Napoleon potrzebował wojskowych chirurgów, fundował szkoły medyczne i szpitale. Popierał aspiracje ludzi utalentowanych aspirantów , bez względu na ich społeczne pochodzenie. Zofia mogła skorzystać z tego doświadczenia. Mogła mieć nadzieję, że francuski chirurg uratuje jej życie. A kiedy ta nadzieja okazała się płonna, francuski chirurg mógł podać jej morfinę.

Sofiówka, stworzony z ogromnym rozmachem park, będący miłosnym wyznaniem Stanisława Szczęsnego Potockiego, kosztował 15 mln ówczesnych złotych. Zofia chyba naprawdę kochała to miejsce.

Rzeczywiście ten ogród bardzo kochała. Pisała o Sofiówce z dumą do córek, do synów. Planowała zmiany, ciągle konferowała z ogrodnikami. To była nie tylko perła w jej koronie, ale miejsce, gdzie czuła się jak w domu. Tam szukała – zgodnie z duchem osiemnastego wieku – rozrywki, wytchnienia, pociechy. Tam były groby jej dzieci.
Nad książką pracowała Pani przez pięć lat, szukając materiałów pośród zbiorów archiwalnych, w bibliotekach i muzeach. Właściwie pół dekady żyła Pani życiem innej kobiety.

Możliwość wcielenia się w życie innej osoby to jedna z wielkich radości pisania. Zofia Glavani dała mi możliwość przemyślenia najważniejszych wydarzeń osiemnastego wieku, które do dziś mają wpływ na historię Europy.

Idąc śladami Zofii Glavani czy Zofii Anhalt-Zerbst przepisuję tę historię dla siebie. Uzupełniam ją tak opowieściami wyszperanymi w archiwalnych dokumentach epoki, jak i moim zrozumieniem ludzkiej psychologii. I zawsze poszukuję głosów, które są w jakiś sposób zbieżne z moim doświadczeniem, głównie emigracji, bo to dla mnie zawsze ważny punkt odniesienia.

 

Źródło: Portal Onet.Pl.